» » Love Stage!!, czyli mój pierwszy (i ostatni) jaojec


bookmarks Love Stage!!, czyli mój pierwszy (i ostatni) jaojec

-
Ocena:
Dodał:
admin
Przeczytano:
1376 razy
Love Stage!!, czyli mój pierwszy (i ostatni) jaojec

Love Stage!! to adaptacja mangi Eiko Naitou (historia) oraz Mikiyo Tsudy (rysunek). Reżyserem serii jest Kenichi Kasai, odpowiedzialny za takie anime jak Bakuman czy Major. Niestety, Love Stage!! bardzo daleko do Bakumana. Właściwie, to do wszystkiego daleko. Jak już wspomniałam, to moje pierwsze spotkanie z gatunkiem shounen-ai (takie lżejsze yaoi). I żeby ktoś nie pomyślał, że jestem uprzedzona i nietolerancyjna, zaraz udowodnię, dlaczego jest do bani.

Love Stage!!Wątkiem przewodnim serii jest miłość pomiędzy sławnym aktorem Ichijou Ryoumą a studentem Izumim Seną. Obaj nieskutecznie walczą z tym uczuciem. Love Stage!! jako romans jest kiepskie. Nie da się prawidłowo rozwinąć uczucia w dziesięciu odcinkach, szczególnie jeśli chodzi o miłość pomiędzy dwoma, niepewnymi swojej orientacji, facetami. Wszystko dzieje się nienaturalnie szybko, a ich przemyślenia na temat słuszności takiego związku są co najmniej płytkie. Fabuła zaskakuje swoją beznadziejnością, pierwsze odcinki zapowiadały coś zdecydowanie ciekawszego. Chociaż muszę przyznać, że bywało zabawnie. Gagi nawet udane, ale te pod koniec serii przekraczały granicę mojej moralności… Love Stage!! jako komedia? Ujdzie.

Głównym bohaterem anime jest Izumi Sena, chłopak o drobnej budowie ciała i pięknych oczach, zapalony otaku. Należy do klubu mangowego. Jego rodziną są sami celebryci: matka to aktorka, ojciec piosenkarz, a starszy brat – Shougo - jest wokalistą topowego zespołu rockowego. Nic więc dziwnego, że wszyscy oczekują od Izumiego debiutu na scenie. Natomiast on szczerze nie cierpi świata showbiznesu. Jego marzeniem jest zostanie mangaką i bardzo stara się osiągnąć cel, jednak ciągle odnosi porażki. Boga zastępuje mu LalaLulu, główna bohaterka jego ulubionej mangi. Postać objawia mu się ni stąd ni z owąd podczas różnych sytuacji i pomaga w podejmowaniu decyzji. Jest przekupny, za ‘’gadżeta’’ z LalaLulu zrobi wszystko (dziwnie to zabrzmiało, zważając na gatunek serii, ale zapewniam, że nie tego rodzaju ‘’wszystko’’ miałam na myśli). I tak właśnie, za sprawą prezentu od swojego brata, zagra w reklamie, w której po raz drugi w życiu spotka Ichijou Ryoumę.LS Ten gość odwraca życie Izumiego do góry nogami (swoje zresztą też). Jest aktorem, który pnie się na sam szczyt, aby spotkać piękność, z którą w dzieciństwie zagrał w reklamie… Czy spotka tę piękność? Jaki związek ma z tym wszystkim Izumi? Tego dowiecie się w anime (jeśli nadal macie ochotę je obejrzeć). Rodzina Izumiego, jako że składa się z samych sław, posiada własnego menedżera – Reia. W rzeczywistości zajmuje się on głównie opieką nad naszym młodym bohaterem. Jest poważny, opanowany, pracowity i zaskakująco tolerancyjny. Traktuje Izumiego jak syna. Ale tym kto najbardziej kocha Izumusia jest starszy brat Shougo, ma absolutnego bzika na punkcie młodszego braciszka. Teraz kilka osobnych zdań na temat seiyū. Zasługują na to. Głos Izumiego należy do Tsubasy Yonaga (Nagisa z Free!), natomiast w Reia wcielił się Daisuke Hirakawa (Rei z Free!). Panowie dają radę, Tsubasa świetnie gra wrażliwego chłopaka, a Daisuke jest mistrzem w grze przemądrzałego okularnika. Panowie pokazali to w serii Free!, a tu potwierdzają. W rolę Shougo wcielił się Daigo Naitou, najbardziej wkurzający głos ever, ale idealnie pasował do tej postaci. Bohaterowie są przeciętni, nie wychodzą poza schematy, natomiast aktorzy głosowi są dobrani bardzo dobrze.

Kreska całkiem niezła, chociaż sposób rysowania ust jest dziwny, nie podoba mi się. Z tłami bywało różnie, czasem bardzo dopracowane, czasem kompletna zlewka. Postacie są zaprojektowane z należytą starannością. Muzyka przeciętna, a chwilami naprawdę kiepska. Odpowiedzialny za nią Ryousuke Nakanishi (autor muzyki w Kuroko no Basket i High School DxD) nie popisał się. Opening i ending są kulą u nogi tego anime. Przewijałam za każdym razem - kupa różu i latające pluszaki. Z ciekawości włączyłam sobie utwór z openingu razem z teledyskiem… O zgrozo, nie róbcie tego!

Anime nie ma w sobie nic ciekawego. Fabuła nie niesie za sobą żadnego, nawet banalnego przesłania. Bohaterowie są przeciętni, chociaż seiyū odwalili kawał dobrej roboty. Muzyka mnie odstrasza. Oprawa graficzna jest niezła. Wątek romantyczny bardzo przeciętny, i nawet gdyby Izumi był kobietą, nie zmieniłoby to mojej oceny. Przy kilku scenach naprawdę się pośmiałam, jednak tych momentów było zdecydowanie za mało. Tej serii nie poleciłabym chyba nawet fanom gatunku. A już na pewno nie tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z shounen-ai. Poza tym aż do ostatniej minuty ostatniego odcinka miałam nadzieję, że młody Izumi spotka piękną rówieśniczkę… Zdecydowanie nie dołączam do grona yaoistek.